-Bo ja się zakochałem -powiedział a ja zdziwiona się na niego spojrzałam. Nie patrzyłam na niego w taki sposób, tylko jak na przyjaciela. Już miałam mu wygłosić całą mowę, by jak najdelikatniej mu powiedzieć że nic do niego nie czuję, jednak on znowu się odezwał - Zakochałem się w Rozalii-powiedział a mi ulżyło - Myślisz że ona coś do mnie czuje?
-Nie wiem Bartek
-Jesteś jej przyjaciółką, powinnaś wiedzieć-powiedział a ja dopiero to zrozumiałam. Cały czas rozmawiamy o mnie, nie zapytałam jej nawet co u niej tym bardziej że dzisiaj ma urodziny
-Przepraszam cie, ale muszę iść do Jarząbka i mu pomóc, potem porozmawiamy -powiedziałam i jak poparzona wbiegłam do pokoju, po drodze potykając się o kogoś jednak nie miałam siły się oglądać. -Byłam koszmarną przyjaciółką! Możesz na mnie krzyczeć -powiedziałam i rzuciłam sie na łóżko przytulając ją- Wszystkiego najlepszego!
-Masz rację, straszna z ciebie przyjaciółka -powiedziała śmiejąc się - Ale dobrze wiesz że nie przepadam za urodzinami
-Ale to urodziny! Zobaczysz wynagrodzę ci to. Powiesz sztabowi że źle się poczułam a ja po treningu zrobię ci najlepszą imprezę- powiedziałam i chciałam wyjść z pokoju, ale jeszcze sie cofnęłam -po meczu włóż coś ładnego. - Wyszłam i zadzwoniłam do Kurka
-No co tam?-usłyszałam głos w słuchawce
-Bo Rozalia ma urodziny i chcę zrobić małą imprezkę u nas po meczu. Zaproś chłopaków, a ja ide na zakupy
-Ej! Ale ja chciałem jej coś kupić wtedy i chłopaki na pewno też
-O to sie nie bój, prezent od ciebie też załatwię, ale nie obiecuje że będzie tani
-Nie musi, a teraz pa-powiedział i się rozłączył. Poszłyśmy na siłownie, która była jeszcze pusta więc Rozalia szybko znalazła się na jednej z bieżni
-Wskakuj też, trzeba spalić ten tłuszcz-powiedziała. Dobrze że miałam tenisówki, więc weszłam na bieżnię po jej prawej stronie. Rozmawiałyśmy do póki te przerośnięte dzieci niezbiegły sie w siłowni.
-W końcu się ruszyły -zaśmiał się Bednorz
-Więc lepiej zabieraj się za ćwiczenia, bo będziemy miały lepszy sześciopak od ciebie
-Chyba piwa-powiedział
-Stary to nie żarty. Wiesz jak ona umięśniona jest -powiedział Kubiak
-Jasne, nie uwierzę do póki nie zobaczę -zaśmiał się. Nie miałam zamiaru mu niczego udowadniać
-Trudno-powiedziałam wróciłam do biegania. Razem z Rozalią co chwilę się śmiałyśmy za co dostałyśmy burę od trenera. Po godzinie biegania przeszłyśmy na inne urządzenia. Podeszłam do Bartka, który właśnie podnosił sztangę
-Dawaj podniosę cię-powiedział i już praktycznie mnie złapał, ale w ostatnim momencie się cofnęłam
-Nie! Masz sztangę, -powiedziałam i odeszłam. On tylko się zaśmiał i po chwili było tylko góra, dół i tak z parę razy
-Ile ty ważysz? -spytał odstawiając mnie na ziemię
-Ej, kobiet nie pyta się o wiek i wagę -powiedziałam śmiejąc się
-No powiedz ile?-spytał Bednorz
-57-powiedziałam
-Tylko tyle? Masz ponad 180
-Odczep się -powiedziałam i odeszłam
-Kubiak!-krzyknął Bednorz na całą salę- Musimy coś zrobić z wagą twojej siostry
-Jak chce wrócić do formy sprzed mistrzostw Polski to musi utrzymać tą wagę
-Co? -usłyszałam zdziwionych siatkarzy. Wiedziałam że tak będzie. Michał miał nic nikomu o tym mowić bo w sumie chciałam o tym zapomnieć
-Jakie Mistrzostwa Polski?-Kłos zawodowa plotkara jak zwykle musiał wszystko wiedzieć
-Siakie! wracać do treningu-powiedziałam, ale oni nie chcieli odpuścić- Trenerze! Chłopakom się chyba nudzi-powiedziałam na co Vital zaczął wydawać polecenia. Razem z Rozalią wyszłyśmy szybciej i poszłyśmy do pokoju się ogarnąć. Jak zwykle ona zajęła łazienkę pierwsza. Wiedziałam że sobie trochę poczekam. Z nudów przeglądałam album w telefonie. W końcu po półgodzinie blondynka raczyła wyjść i oznajmiła że nie chce się jej na mnie czekać i idzie na obiad. Bez słowa udałam się do łazienki. Szybko się ogarnęłam ale zapomniałam ubrań. Owinęłam się w ręcznik i wyszłam. Ogarnęłam się już szybko i zbiegłam na dół. Zabrałam swoją porcje i dosiadłam się do chłopaków
-Michał nam już wszystko powiedział -odezwał się Kłos i dorzucił mi do talerza swojego gołąbka. Zaśmiałam się -No co? Teraz na pewno nie zemdlejesz -powiedział. Rozmawialiśmy o dzisiejszym meczu i oczywiście nie obyło się bez powiadomienia chłopaków o jednym Argentyńczyku, który tak chamsko się zachował.
-Tylko powiedzcie który to i wszystkie zagrywki będą w niego-powiedział Piter
-To był Conte-powiedział Bartman, który cały czas siedział z nosem w talerzu.
-A ja go lubiłem-powiedział Kłos i akurat przeciwnicy weszli do stołówki
-Siema-powiedział właśnie owy Conte do Kłosa i chciał z nim przybić piątkę ale ten tylko na niego spojrzał i powiedział
-Nie będę z tobą rozmawiać za to jak potraktowałeś moją koleżankę
-Nie wiedziałem że to twoja koleżanka, sorry-powiedział i spojrzał na mnie a ja tylko prychnęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę tak jak zrobił to Kłos. Gdy już niechciana osoba odeszła od naszego stolika wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Dokończyliśmy obiad a Kłos w końcu zabrał swojego gołąbka twierdząc że jednak jest głodny. Wróciłam do pokoju porzeczy i po chwili, gdy byłam już przy windzie olsniło mnie
-Masz może samochód?-spytałam Bartka, który właśnie odebrał
-Jasne, przyjdź po klucze-powiedział tak też zrobiłam. Po godzinie chodziłam już po sklepach w centrum handlowym w Piotrkowie Trybunalskim. Szybko zrobiłam zakupy i wróciłam do Spały. Akurat wychodzili z hali. Pomogli mi z torbami. Rozalką zajął się Kurek a ja z Kubiakiem zaczęłam wszystko ogarniać
-Jak mogłaś zapomnieć o jej urodzinach?-spytał Kubiak śmiejąc się
-Dobra, dobra, wiem że schrzaniłam, ale teraz to naprawiam co nie?
-Zuzka rozmawiałem ze Zbyszkiem, ale
-Nie kończ nawet, wiem co chcesz mi powiedzieć, ale są urodziny mojej przyjaciółki i dzisiaj poświęcam się tylko jej
-Ok, a od kiedy nosisz tyle bransoletek?-spytał i spojrzał na ręce. Od razu zsunęłam bluzę.
-Spodobały mi się, dobra pytaj, widzę że chcesz
-Nie, masz rację, dzisiaj jest święto Rozalii-powiedział, ale po chwili chyba go coś olśniło -Nie mamy dla niej prezentu
-Spokojnie panie kapitanie, zajęłam się wszystkim -ruszyłam w stronę łóżka i spod niego wyciągnęłam małe opakowanie- Kupiłam jej od was kolczyki-powiedziałam i pokazując mu wcisnęłam mu paragon do kieszeni. Misiek po chwili zadzwonił po chłopaków a ja po Bartka. Nie czekaliśmy nawet 10 minut a nasza jubilatka się pojawiła.
-Wszystkiego najlepszego! -krzyknęliśmy
-Powiedziałabym że jestem zaskoczona, ale skłamałabym. A tak poza tym to dziękuje wam wszystkim -powiedziała i wszystkich przytuliła
-Jako kapitan wręczam ci o to ten prezent od całej drużyny, jako oznakę że pamiętamy o tobie w odróżnieniu od twojej przyjaciółki -zaśmiał się a ja walnęłam go w bok
-Dziękuje jeszcze raz
-A ja jako wiedziałam, iż się ładnie nie ubierzesz. Bez urazu-podniosłam ręce- mam dla ciebie to-powiedziałam i wyciągnęłam jej piękną sukienkę przed kolano podkreślającą jej wszystkie atuty
-Kocham cię, jet świetna, ale może innym razem-powiedziała
-Ranisz mnie-powiedziałam wycierając łzę, ale po chwili wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Zauważyłam Bartmana, który stał na końcu i grzebał w telefonie. Poczułam wibrację i z nadzieją że to od niego złapałam za telefon, jednak to był Kurek. Udałam się po prezent, który on wręczy Rozalii
-Zuza, możemy porozmawiać? -spytała Rozalia, pokiwałam tylko i wyszłyśmy na korytarz
-No co tam? Czyżby chodziło o pewnego siatkarza?-spytałam poruszając brwiami
-Tak, zaraz-spojrzała się na mnie-Skąd ty to wiesz?
-Sam mi powiedział, to jak chcesz zaplanować sobie z nim wieczór? Już wszystko przygotowałam. Wino dla was mam w walizce
-Nie chciałam cie o to prosić ale skoro nalegasz, ale gdzie ty się prześpisz?
-Mam brata, a jak nie to Zatiś moja psiapsi mnie przyjmie chętniej niż Bartka- zaśmiałam się
-Kocham cię!-krzyknęła przytulając mnie. Wróciłyśmy do pokoju. Naśmiałam się z nich co nie miara. Alkohol+siatkarze = istna demolka. Dobrze że nie śpię tu dzisiaj. Michał stwierdził że nie zostawi mnie Pawłowi, ponieważ pomimo iż jest miły to i również niebezpieczny. Wyśmiałam go, ale on nie ustępował. Gdy około 3 wszyscy się rozeszli szybko poleciałam pod prysznic i zniknęłam z naszego pokoju pozostawiając tą dwójkę razem. Szłam śmiejąc sie pod nosem. Zapukałam do pokoju, do którego drzwi zostały otworzone przez Zbyszka w samym ręczniku. Nic nie mówił. Poszedł do łazienki jednak po chwili wyszedł
-Masz kluczę jak Michał przyjdzie powiedz że śpię u Zatora-powiedział i chciał wyjść, ale zapałałam go za rękę i to był błąd. Zapomniałam że mam bluzkę na krótkim rękawie- Co to do cholery?-spytał gdy tylko zauważył te wszystkie blizny -Tniesz się?!-wykrzyczał a w jego głosie usłyszałam troskę? Może się przesłyszałam
Ouu między Rozalia a Bartkiem zaczyna się w końcu dziać ❤ co do Zuzy i Bartmana to ta sytuacja z tym cięciem może sprawi że w końcu ze sobą porozmawiaja szczerze
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i do następnego :*