-Masz kluczę jak Michał przyjdzie powiedz że śpię u Zatora-powiedział i chciał wyjść, ale zapałałam go za rękę i to był błąd.- Co to do cholery?-spytał gdy tylko zauważył te wszystkie blizny -Tniesz się?!-wykrzyczał a w jego głosie usłyszałam troskę? Może się przesłyszałam
-Nagle ze mną rozmawiasz? -spytałam i zabrałam rękę. Chciałam wyjść, ale tym razem to on zamknął drzwi i trzymał je -Teraz to ja nie mam z tobą ochoty rozmawiać
-Michał wie?
-Nie interesuj się! Jak ja chciałam rozmawiać stwierdziłeś że ci nie ufam, więc może tak jest skoro o tym nie wiesz?-powiedziałam -Przepraszam, nie chciałam-naprawdę nie wiem dlaczego to powiedziałam. On tylko spojrzał się na mnie i wyszedł trzaskając drzwiami. Zaczęłam płakać i zsunęłam się na ziemię. Tego wszystkiego było już za dużo. Po chwili ktoś chciał otworzyć drzwi jednak swoim ciałem uniemożliwiałam to. Wstałam i po chwili do pokoju wszedł Michał. Szybko otarłam łzy
-W porządku? Płakałaś? -spytał patrząc się na mnie
-Nie- uśmiechnęłam się- Zbyszek powiedział że śpi u Zatora-powiedziałam po czym położyłam się. Czułam perfumy Zbyszka, które praktycznie sama mu kupiłam. Byłam bardzo zmęczona, więc zasnęłam natychmiast. Rano obudził mnie Michał oznajmiając żebym zeszła na śniadanie. Nie chciałam, ale też wiedziałam że jeśli sama nie zejdę to on mnie zaniesie. Poszłam szybko się ogarnąć i do windy a tam kto? Szanowny pan Bartman
-Jak długo?-spytał po chwili ciszy
-Jak długo co? -spytałam i odwróciłam się do niego. To nie był mądry wybór, gdyż staliśmy twarzą w twarz. no może prawie, jestem trochę niższa
-Dobrze wiesz o co mi chodzi-powiedział i odwrócił wzrok, więc ja nie zamierzałam mu nic odpowiadać-Do cholery odpowiedz mi! -powiedział i wtedy ja odwróciłam wzrok. On może się tak zachowywać a ja nie-Zuza kurwa do cholery ile to trwa? -spytał i złapał mnie za ręce tak że na niego spojrzałam
-Martwisz się jednak? Albo martwisz się o to że mogłam pociąć sie przez ciebie? Przecież ty nic do mnie nie czujesz-powiedziałam i chciałam wyjść z windy gdy ta miała sie akurat otworzyć jednak on wcisnął stop i uniemożliwił mi dojście do guzików
-Nigdy nie powiedziałem że nic do ciebie nie czuję. Teraz mów od kiedy zaczęłaś się ciąć
-Od kiedy? Jeszcze zadajesz sobie takie głupie pytanie? Rusz głową. W ciągu paru godzin straciłam chłopaka, którego kochałam nad życie a potem jeszcze dziecko
-Ale mówiłaś że to dziecko cie nie obchodzi
-A ty byłeś tak naiwny żeby w to uwierzyć. Powiedz jak się poczułeś gdy się o tym dowiedziałeś? Byłeś temu obojętny?
-Zuza, ja... ja nie wiem co powiedzieć
-Najlepiej nic, tak jak przez ten cały czas-powiedziałam i nacisnęłam guzik. Kierowałam się do stołówki gdy przed wejściem spotkałam Rozalie. Razem podeszłyśmy po śniadanie
-Pani Zuzanna?-spytała się kucharka patrząc na blondynkę
-Nie, to ja -powiedziałam
-A w takim razie proszę, to dla pani-powiedziała i podała mi tackę z miseczką, w której był posiekany banan i jogurt
-Ale czemu dostałam to a nie jak wszyscy płatki?-spytałam zdziwiona trzymając tacę
-Rozkaz z góry, od pana Janasa -powiedziała a ja od razu udałam się do stolika przy którym siedział Wojtek
-O co chodzi?-spytałam i rzuciłam mu tacę przed nos
-Chłopaki mówili że biegałaś i już wcześnie wiedziałem że zakwalifikowałaś się na MP, ale padłaś bo nie trzymałaś diety, teraz tak nie będzie. trener zgodził się, bym mógł ci pomóc, więc zaczynamy, bo Mistrzostwa za 4 miesiące
-A może zapytałbyś się najpierw mnie czy chcę?
-Nie można marnować talentu -powiedział i uśmiechnął się. Gdybym go nie lubiła to wylałabym mu ten jogurt na łeb. Ruszyłam do stolika, niestety jedyne miejsc było obok Zbyszka
-Co za debil nie umie trzymać języka za zębami? Jeśli bym chciała zrobić coś w tym kierunku to bym zrobiła-powiedziałam i walnęłam tacą w stół. Vital obrócił się w moją stronę a ja ładnie się uśmiechnęłam, więc ten wrócił do swojego żarcia
-Myśleliśmy że chcesz tego-powiedział Bednorz
-Zuzka, uspokój się, fajnie będzie. Zrobisz w końcu to na co tak ciężko pracowałaś -powiedział Kubiak, przez resztę śniadania nie odzywałam się ani słowem. Potem Wojtek powiedział że mam się przebrać w jakiś strój do treningu. Wzięłam jakąś koszulkę na długi rękaw i krótkie spodenki. Wygrzebałam jeszcze buty do biegania i razem z Rozalią ruszyłam na halę. Opowiadała mi jak to jej dobrze z Bartkiem, jaki romantyczny.
-Weź bo sie zaraz zrzygam, oszczędź mi tych pikantnych szczegółów -powiedziałam i otworzyłam drzwi od hali. Świetnie, wszyscy są. Podeszłam do Janasa, który wręczył mi kartkę z planem treningowym na dzisiaj i oznajmił że jak porozciąga chłopaków to przyjdzie. Poszłam na drugą stronę i rozmawiałam z Rozalia przy tym jeszcze rozciągając się
-Drogie panie koniec pogaduszek!-krzyknął Janas i zaczął dawać różne polecenia. Starałam się wszystko wykonywać w 100% jednak moje myśli były przy Bartmanie-Zuza! To nie jest twój max-krzyknął mój nowy trener. Można zabić, nieobrażę się
-Skąd wiesz skoro nigdy z tobą nie trenowałam!-również krzyknęłam
-Wystarczy pogrzebać w necie i obejrzeć nagrania od twojego brata -odpowiedział
-Ale dlaczego wyżywasz się n a mnie zamiast ich poganiać za przegrany mecz!?
-Oni dostana swoją karę jutro rano-powiedział i się zaśmiał. Po treningu z Wojtkiem byłam wykończona. Od razu pobiegłam na górę się wykapać a potem szybko do Oskara i pomagałyśmy mu skończyć szukać błędów naszych oraz przeciwników
-Przygotowane na gorące Włochy?-zapytał gdy już prawie skończyliśmy
-Co?-spytałam razem z Rozalią
-A myślałyście że będziemy całe lato siedzieć w Spale? -spytał śmiejąc się
-Nie, ale myślałam że my na wyjazdy zostajemy tutaj
-Bardzo śmieszne-powiedział. Opowiedział nam jeszcze co i jak z tymi Włochami po czym udaliśmy się na stołówkę. Jakby nie było wystarczająco dostałam na obiad rybę
-Wojtek! Szkoda że tamci nie powiedzieli ci że nie znoszę ryb!
-Twój brat mnie powiadomił i uprzedzał że jeśli dostaniesz rybę to się wściekniesz
-I miał rację, nie zjem, tego
-Zuza ja mogę ci to wszystko tłumaczyć, ale sama chyba wiesz jak są ważne-powiedział i poklepał mnie po ramieniu
-Nie znoszę ryb, nie znoszę ryb.... -powtarzałam siedząc przy stoliku
-To nie jedz, ja też bym nie zjadł. Nienawidzę ich -powiedział Kłos
-Ej! Ona ma to zjeść. Nie pamiętasz co ci opowiadałem?
-A no pamiętam! W takim beznadziejnym wypadku to musisz to zjeść albo wepchnę ci ja do gardła-powiedział z tak poważną miną że aż się przestraszyłam i włożyłam kawałek do buzi -Jaka grzeczna dziewczynka, oby tak dalej-zaśmiał się a ja rzuciłam w niego kawałkiem, który akurat znajdował się na widelcu. Zaczął tak piszczeć że cała sala wypełniła się śmiechem.
-Zuzia możemy porozmawiać? Ale tak na spokojnie, chcę się pogodzić -powiedział Zbyszek, gdy wracałam sama do pokoju bo Rozalia poszła do Kurka
-Wejdź-powiedziałam otwierając przed nim drzwi. Po chwili oboje staliśmy w ciszy ponieważ nikt chyba nie miał tyle odwagi b y zacząć. W końcu Bartman powiedział
-Jestem strasznym idiotą, zraniłem cię, a gdy ty chciałaś się pogodzić zachowałem się jak kompletny palant i rozumiem w pełni twoje zachowanie ale ja nie
-Jeśli w tym momencie chcesz powiedzieć że to koniec, to lepiej wyjdź-powiedziałam i odsunęłam się od drzwi, tak by spokojnie mógł przejść. Po chwili chyba zawahania zaczął kierować się w stronę drzwi. Czułam jak do moich oczu napływają łzy, próbowałam je powstrzymać, ale już nie mogłam
Kurcze w takim momencie przeryważ... ale on nie wyjdzie prawda, powiec że nie wyjdzie. On nie może tak porostu wyjść. No nic pozostaje mi tylko czekać na kolejny
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i do następnego
P.s czekam na rozdział na tyle nas ile odwagi